WIDEODROM 2.0?

Sequence Break to dziecko Grahama Skippera, fana zapatrzonego w mistrzów epoki VHS. Bohaterowie – Oz (Chase Williamson) i Tess (Fabianne Therese) – też są nostalgiczni. Grają na automatach, zamiast obiadu w restauracji wolą tacos, piwo, siedzenie na dachu i rozważania na temat inwazji obcych. Blisko połowa filmu to przeciętne kino młodzieżowe. Jednak za sprawą tajemniczej płyty głównej w jednym z automatów na wierzch wychodzi mroczniejsza część, będąca hołdem dla Wideodromu Davida Cronenberga.

Podobny dla obu filmów jest główny wątek, czyli wpływ maszyny na mózg postaci, postępujące halucynacje i zacieranie granic między nimi a rzeczywistością.

Graham Skipper przyznaje w wywiadach, że Cronenberg jest dla niego mistrzem, a Wideodrom głównym źródłem inspiracji. Z tą różnicą, że tam działanie sygnału telewizyjnego było częścią większej i bardziej złożonej całości, tymczasem Skipper zadowolił się garstką bohaterów i złowieszczym automatem do gry, która miesza im w głowach. Sequence Break jest jak zaczytany w komiksach nastolatek ubrany w samodzielnie zrobiony kostium Batmana. Z jednej strony widać niedociągnięcia w aktorstwie i charakteryzacji, z drugiej strony to hołd dla konkretnego gatunku z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie może więc zabraknąć stosownych gadżetów, które pochłonęły większość kieszonkowego.

SEQUENCE BREAK

POKOLENIE VHS

Skipper zadbał o to, by w Sequence Break wyczuwalna była nostalgia za latami 80. Główny bohater, Oz, pracuje w salonie z automatami do gier. Kiedy zaczyna spotykać się z Tess, okazuje się, że jest takim samym nerdem jak on. Zamiast na randki chodzą do salonu pograć, a w rozmowie pada tytuł znanej gry King’s Quest. Jest też wspomnienie o kieszonkowym Tamagotchi, którym również w Polsce bawiło się niejedno dziecko. Pod względem nawiązywania do popkultury bohaterowie Sequence Break przypominają starszych kolegów dzieciaków ze Stranger Things.

Związek Tess i Oza jest uroczy. Oboje reprezentują pokolenie współczesnych trzydziestolatków, a konkretnie części wychowanej na kasetach VHS i grach na dyskietkach. To rasowe nerdy, a przy tym nie do końca odnajdują się w społeczeństwie. Introwertyczny Oz i nieśmiała Tess lgną do siebie, choć nie dają po sobie poznać, co czują. To bardzo pogodny wątek, a przy tym najlepiej zagrany. Chase Williamson i Fabianne Therese współpracowali już wcześniej (w filmie John ginie na końcu) i widać, że jest im z tym dobrze. Znacznie lepiej odnajdują się w dialogach niż w horrorowych scenach, gdzie napięcie i strach oddaje się mimiką. Niemniej to zgrany duet, który budzi sympatię podczas seansu.

sequence break

NOWOCZEŚNIE, ALE RETRO

Warsztatowe niedociągnięcia rekompensują efekty specjalne, których jest pod dostatkiem. Pierwsza połowa filmu może się wydawać najzwyklejszym kinem młodzieżowym. Za to druga połowa rekompensuje to scenami halucynacji w duchu WideodromuNagiego lunchu. Od kiedy Oz montuje znalezioną płytę główną w automacie, gra – przypominająca ruchome mandale – zaczyna dziwnie na niego wpływać. Gorzej śpi, ma przywidzenia, które przechodzą w coraz straszniejsze halucynacje. Początkowo to tylko wrażenia dotykowe. Joystick i przyciski maszyny robią się miękkie i śliskie, a to, w jaki sposób Oz ich używa, przypomina pobudzanie narządów płciowych. Innym razem jego ręce stapiają się z automatem, który pulsuje i oplątuje bohatera kablami. Twórcy efektów specjalnych (Josh i Sierra Russell) odwołują się do konkretnych scen z Wideodromu, jak nabrzmiały, żylasty telewizor, oddychająca kaseta czy zespolenie ciała i maszyny. Wszystkiemu towarzyszy stylizowana na lata 80. muzyka z syntezatorów, basowe pomruki i nasycona zieleń rodem z Odgłosów Daria Argenta.

Na plus zaliczam też wszystkie sceny halucynacji, bo mimo ograniczonego budżetu są przemyślane i składają się w spójną formalnie, logiczną całość. Niestety nie można powiedzieć tego o scenariuszu. Ma wprawdzie kilka lepszych momentów, ale w gruncie rzeczy jest tylko pretekstem do pokazania kilku fajnych efektów specjalnych. Gdyby Sequence Break zamiast osiemdziesięciu minut trwał na przykład pół godziny, tylko by zyskał. Niemniej warto obejrzeć go w oczekiwaniu na pierwszy w historii nadchodzący remake filmu Cronenberga – Rabid w reżyserii sióstr Soskich.

OCENA: 5/10